Kategorie
Brak kategorii

Fenomen koreańskiej pielęgnacji

Od dobrych paru lat jest wśród nas fascynacja koreańską pielęgnacją, kosmetykami z Korei i niekwestionowaną urodą Koreanek. Ostatnio miałam w końcu okazję poczytać co nieco na ten temat i muszę przyznać, że COŚ w tym jest. 

Czy jednak ten trend ma racjonalne podstawy? Czy raczej bazuje na stwierdzeniu „obce chwalicie, swojego nie znacie”? Rozprawmy się z tym…

Dlaczego koreańska pielęgnacja nas zafascynowała?

Tutaj wydaje mi się, że odpowiedź jest bardzo prosta – widzimy jak Koreanki się starzeją (czy raczej NIE starzeją). I dręczy nas „sekret” koreańskiej pielęgnacji. Po części można obarczyć odpowiedzialnością geny Koreanek, ale z pewnością nie tylko. 

Prawdą jest, że Koreanki mają zdecydowanie inną cerę niż my, Europejki. Ich cera jest może równie jasna co nasza (lub nawet jaśniejsza), ale z pewnością jest też grubsza. A grubsza skóra starzeje się inaczej niż cienka – z reguły po prostu wolniej. 

Wieloetapowa pielęgnacja

Koreanki bazują na wieloetapowej pielęgnacji. Ale wierz mi, nie o ilość etapów tutaj chodzi…

Koreańska pielęgnacja to przede wszystkim złuszczanie (również skóry na twarzy). Peeling jest chyba najbardziej popularnym zabiegiem w koreańskich SPA (tym samym również najbardziej docenianym). Gładka skóra, bez nierówności to absolutny „must-have” w Korei. 

Poza tym, Koreanki oczyszczają skórę dwukrotnie. Najpierw zmywają makijaż, myją twarz olejkiem myjącym, a potem zmywają to wszystko wodą i preparatem na bazie wody. Oczyszczanie zapewnia skórze lepsze wchłanianie wszystkich substancji, które potem nakładamy na twarz, więc warto zainwestować te parę minut rano i wieczorem we właściwe oczyszczenie skóry. Koreanki wierzą, że czysta cera jest niezbędna do zachowania młodej i pozbawionej niedoskonałości twarzy. 

Później przychodzi czas na toniki, esencje, serum i kremy. No i oczywiście ochronę przeciwsłoneczną!

Podstawy koreańskiej pielęgnacji

W Korei pielęgnowanie skóry to element kultury – o skórę dbają wszyscy, również mężczyźni, a dzieci uczy się tego od najmłodszych lat. Tam pielęgnacja – oczyszczanie i nanoszenie odpowiednich kosmetyków – jest jak mycie zębów czy jak mycie rąk po skorzystaniu z toalety. To się po prostu ROBI. 

Charlotte Cho w swojej książce o koreańskiej pielęgnacji wyraźnie zaznacza, że z problemami skóry się nie walczy, tylko im zapobiega. I ja jestem tego samego zdania! 

sekrety urody koreanek
Charlotte Cho – “Sekrety urody Koreanek”

Nawilżaj skórę ZANIM pojawią się pierwsze zmarszczki. 

Stosuj krem z filtrem ZANIM pojawią się przebawienia. 

Bo lepiej zapobiegać niż leczyć!

Różnice między Koreą a Polską (Europą)

Pielęgnacja w Korei to nie jest luksus (tak jak przyjmuje się zwykle w Polsce), a codzienność. Pielęgnowanie cery powinno sprawiać Ci przyjemność, a nie być torturą (bo, o matkoooooo, muszę jeszcze posmarować krem… – typowo polskie podejście.)

Ogromnym (największym moim zdaniem) błędem Polek, i zarazem różnicą Polek i Koreanek, jest wspomniane już oczyszczanie. Niestety, naprawdę myć skórę twarzy to zaczęło chyba dopiero moje pokolenie (czyli roczniki 90-te). Moja babcia do dzisiaj jest zatwardziałą wyznawczynią teorii, że buzię się przeciera mleczkiem i brońcie bogowie nie spłukuje się wodą! Próbowałam, walczyłam z nią i krzyczałam – bez szans. No nie ma mycia buzi i koniec. 

Niestety ogromna ilość kobiet w Polsce wciąż jest zdziwiona kiedy mówię, żeby myć – „ale że tak pod wodę???” Tak, Kochana, pod wodę. Dużą ilością wody i delikatnym środkiem myjącym przeznaczonym do twarzy (nie mydłem!).   

W Europie też najczęstszy podział kosmetyków to podział uwzględniający wiek. I to jest błąd (wielBŁĄD chciałoby się powiedzieć). Kluczem do właściwego dbania o cerę jest jej problem (lub cecha, bo nie musi urosnąć do rozmiaru problemu), a nie PESEL właścicielki. Ja sama będąc nastolatką zmagałam się z tym problemem podziału. Bo 15 lat temu kosmetyki dla nastolatek to w głównej mierze były toniki alkoholowe, które miały niwelować trądzik (podkreślam miały, bo teraz wiemy, że kosmetyki z alkoholem to bardzo zły pomysł na wszystko). A ja zawsze miałam suchą i wrażliwą skórę, więc mając 15 lat stosowałam kremy dedykowane kobietom około 40-letnim. Nie każda nastolatka wtedy była gotowa na taki bunt przeciw systemowi… 

Widzisz więc, że nie wiekiem się kierujemy, ale tym jaka skóra jest i jakie ma potrzeby.

Czy muszę sprowadzać kosmetyki z Korei?

Nie, Kochana, nie musisz! Jeśli chcesz i znalazłaś wśród koreańskich marek produkty, które Cię urzekły i lubi je Twoja skóra – bierz! Ale gwarantuję Ci, że możesz stosować np. polskie kosmetyki (które zdecydowanie szybciej przyjdą paczką). Kluczem będzie REGULARNOŚĆ, bo krem czy esencja jedynie stojąc na półce nic nie da rady zrobić. 

Weź przykład z Koreanek i stwórz z pielęgnacji własny rytuał (jeśli nie wiesz jak taką procedurę sobie skomponować – napisz. Właśnie między innymi po to są tacy jak ja – żeby pomóc CI poukładać rutynę pielęgnacyjną!) 

Weź przykład z Koreanek i zadbaj o skórę ZANIM pojawi się problem (przede wszystkim właściwie oczyszczaj, nawilżaj i chroń przed promieniowaniem – to jest absolutne minimum).

Jaki czeka na Ciebie efekt?

Efektami takiej zrównoważonej i odpowiednio dobranej (spersonalizowanej) pielęgnacji będzie promienna, świetlista skóra (a nie szara i zmęczona, którą często widzimy na ulicach). Powierzchownych zmarszczek nie będzie, a skóra będzie miękka i aksamitna w dotyku. 

I tego Ci życzę – zdrowej, promiennej skóry! A jeśli potrzebujesz pomocy przy wyborze – znajdziesz mnie tutaj

Dodaj komentarz